sex in the cracow

taka maniera, że bez wielkich liter - ponoć artyści mogą.
weźcie polubcie to, bo będą tutaj wpisy dla vipów

110513

stworzenie

mówię wam, ona była ładna. seksowna też. prawie łysa. ale ładna, naprawdę. też nie jarają mnie łyse. miała włosy pod pachami, ale też były seksowne. wiem, że nie brzmi to dobrze. czarny tshirt, z małymi dziurkami na dole, sprany. pod spodem ładne, miękkie piersi, niestojące sutki. czarne krótkie spodenki i timberlandy na gołe stopy. tatuaż na ramieniu, czarny mały kolczyk w uszach i nad ustami. usta też ładne, ciemne. długie czarne rzęsy, takie grube, sklejone aż. ja pierdole, nie pozwól żeby na ciebie patrzyła. zbyt wyraźnie, bardzo białe ma te gałki oczne. niech też ich nie mruży, tak jak przy jaraniu fajek, marki djarum, skręconych przed chwilą. ma w plecaku skarb, brzytwę. w czarnym opakowaniu, jak ona. nie pozwól żeby zaczęła rozmawiać o feminizmie, bo zostaniesz feministą. jest niezpolski, niezeuropy, ale w centrum uwagi.

u nas całujemy się dwa razy w policzek. dwa razy to dla mnie już za dużo. raz to już duża przygoda. robię to nieudolnie. proszę, możesz mnie dotykać wszędzie, ale może nie w biceps, bo tego się wstydzę, w tej części ciała jestem kobiecy. uciekam, boję się. chyba wolę słodkie kobiety, mniej problemów. gdybym jadł kebaby kupiłbym z sosem łagodnym, ostry jest dla mężczyzn. nie jest zainteresowana chłopcami. to chyba taki jej styl. dotykanie każdego. nie będę z tobą rozmawiał po angielsku. chyba najlepszym wyjściem będzie się po prostu nie odzywać. lubię na nią zerkać, ona z taką miłością to odwzajemnia. dziwne, że z miłością, bo myślałem, że wyjebie mi w ryja. to by jej bardziej pasowało. czy mógłbyś mi z czymś pomóc? wiadomo, że bałem się odmówić. dawno się tak dziwnie nie czułem, patrzyliśmy sobie prosto w oczy. dziękuję, byłeś wspaniały, chciałabym żebyś miał to na pamiątkę, chodź ze mną. ja pierdole, ale sobie dojebałem.

zrobiliśmy razem coś o czym nie chcę mówić teraz, ale było to bardzo dziwne. było to dla mnie ważne, dla niej też. przez co chyba staliśmy się sobie ważni. nie wiem czy to było tylko dlatego, że po prostu tam wtedy stałem, przypadkowo czy było to nieprzypadkowo. mówię o tym dlatego, że czułem się cały wieczór jak na bani. brzmi to tanio, ale nie mogłem się skupić, czułem się źle, ale w reakcji na coś dobrego. czułem jak się zbliżała, jak mnie mijała, przyciągało mnie do niej, ale ja na przeciw fizyce spierdalałem, coraz ciężej. nie wiem, czy rozumiecie o czym pisze. mijają 3 godziny, nie miałem jak już spierdalać. usiadła obok mnie i zaczęła się bawić moją dłonią. jak gdyby nigdy nic, ale było to naturalne dla mnie, była trochę jak mama, jakiś przewodnik to nie będę nic mówił - wie lepiej. trzymałem tą rękę jak kłoda. ona mówi, ja się nie odzywam. ale dziękuje za komplementy. dawno ktoś o mnie tak ładnie nie mówił. mógłbym powiedzieć dużo ładnych rzeczy o tobie, ale nie powiem. nie tylko przez angielski. lepiej po prostu być. stać sztywno. siedzieć też.

mogę zostać dłużej, ale musisz mnie odprowadzić do hotelu. tobie ufam. dziękuje za zaufanie, nie wiem skąd kurwa ono wynika, to że wyglądam niegroźnie czy, że się nie oddzywam? ona mówi. dużo mówi, ważnych rzeczy. takich rzeczy nie mówi się chyba każdemu. przynajmniej w polsce. jak tak mówiła i siedziała obok mnie to ją pocałowałem. nie wiem dlaczego, być może dlatego, że to co mówiła było bardziej intymne od pocałunku. uśmiechnęła się. znowu coś naturalnego, nie było w tym nic cholernie dziwnego, żadnych testów, skradanek, rytuałów i innych gówien. po prostu. mów dalej. nie wiem kiedy zaczęliśmy całować się poważniej bo było to coś tak płynnego i oczywistego, że nie mogę zaznaczyć na osi czasu żadnego punktu kluczowego. po prostu. byliśmy razem wtedy. całowaliśmy się, dotykaliśmy, ale wciąż miałem ochotę spierdalać. w każdej możliwej chwili to robiłem. nie było to trudne, bo reszta wyższych i dojrzalszych ode mnie facetów rzucała się na nią jak psy. lubiłem to. było to dla mnie łatwiejsze. żałowałem, że żaden jej nie pogryzł. wypiliśmy banię i poszliśmy na jakieś mieszkanie, bardzo lansiarskie, z lansiarskimi ziomkami. domofon z kamerą, muzyka z ipada.

ja nie tańczę. nie będę. ona ciągnie mnie za rękę. po prostu bądź, nie myśl o innych. myślałem. przyszedł znanyztegożejestznany krakowski artysta, zaproponował żebyśmy zatańczyli w trójkę. dzikus. nie ukrywam, że idea trójkąta jest dość atrakcyjna, ale jak zaczynasz myśleć bardziej nad formą niż konceptem to zaczyna to nie być już takie ładne. muzyka padła. ona nie chce z nikim, tylko ze mną. krakowski artysta, emanuje swoją samczością. liże już dwie laski, ale patrzy na moją. mógłby ją wziąć, byłby spokój, ale ona mówi, że on jest chujowy. kurde, nici z tego. strasznie głupia. poszliśmy razem tańczyć, czyli ona tańczyła, a ja przekładałem nogi. nie czułem się dobrze w swoich butach, ale nie mam innych. zaczęliśmy się całować, bo wtedy nie trzeba za bardzo tańczyć. w ogóle jak jestem blisko z nią to nie muszę specjalnie udawać. byliśmy sami, wszyscy stali i patrzyli, później bili nam brawo. krakowski artysta sarkastycznie powiedział że jestem dobrym tancerzem. spierdalaj, idź lizać te głupie laseczki w kolorowych bluzkach. one się na to nabierają. wrócimy do hotelu. szukam kurtki w którym miałem iphona, nie mogę jej znaleźć, jestem wkurwiony bo nie cierpię jak takie tandetne rzeczy psują ładny wieczór. ona czeka. znalazłem, ktoś wziął bo myślał, że jego.

wracamy w większej grupie. ona mówi, że szkoda, że oni. ja specjalnie nie żałowałem, ale wiedziałem, że zaraz i tak będziemy musieli sami wracać. to cześć, ona mnie już ciągnie za rękę w drugą stronę, ja patrzę błagalnym wzrokiem na kolegów. 10 sekund. jestem przyparty do muru, rękę mam we włosach, ona gryzie moją dolną wargę. dobra, jesteśmy sami, to ja ją obrócę. teraz ona jest przy murze. lubię sposób w jaki całujesz - ja lubię całować, nie będę nic o niej mówił i nie będę już dziękował za te komplementy - na razie to się sprawdzało. niemówienie. ona całuje moją dłoń, nałogowo. ja całuje jej palce. obliczam w głowie drogę do hotelu. to jakieś kurwa 40 minut. nie dam rady z nią. 38 kroków całujemy się, 4 kroki całujemy się, 87 kroków całujemy się, ławka całujemy się, światła całujemy się, most całujemy się. to nie będzie 40 minut. idziemy, jest jasno, 6 rano, nie ma ludzi, piękny poranek. dawno nie widziałem tak pięknego poranku. krakówstaremiasto. gołębie. ławka, ona siedzi na mnie okrakiem, ja gryzę jej szyję, całuje bardzo małe ucho. dziwne, nie mogę trzymać jej ręki we włosach, dziwne. ona mówi, że jestem pięknym stworzeniem. stworzeniem. nie człowiekiem. kupuję to, bo dla mnie to również nierealne. powinienem jej powiedzieć coś miłego? wystarczy, że trzyma swoją dłoń na mojej klatce piersiowej. jak przystało na stworzenie ocieram moją twarz o jej twarz, tak zwierzęco, próbuję się oswoić. całuję w ten łysy łebek. ona całuje w szyje, ładnie. jest słodko, a to taka ostra kobieta. taka delikatna. no może gryzie, ale zamyka oczka jak się całuje. ja ukradkiem patrze bo ładne to przecież jest. jesteśmy na wawelu, ona mówi chcę z tobą robić miłość gdzieś tu na zewnątrz, zawsze tak chciałam. jestem spójny, więc dalej się nie odzywam. ona śpiewa marsyliankę, ma nawet ją na swoim mp3 (dobrze, że nie ipodzie) - jedna słuchawka ja, jedna ona. tłumaczenie na angielski symultaniczne w wykonaniu jej, ale głośno, rytmicznie i wyraźnie. jest pięknie. wisła. stop. to jest kraków w poranek. na dole ktoś biega. słońce wychodzi, pięknie. czuję już ciepło strugi słońca na sobie. dobra, pocałujmy się, kuma o co mi chodzi. jest jakiś most, to znowu dobry pretekst. tylko jest lekko bardziej erotycznie z rękami w ładnych miejscach, z zębami w czułych miejscach. przejeżdża za nami jakiś samochód. słychać, że jedzie. słychać, że zwalnia, nagle go nie słychać. obracam się. karetka pogotowia stoi i dwa ziomki wyglądają zza okna uśmiechnięci, patrzą na nas i pokazują kciuka ok. odjeżdżają. idziemy. ona opowiada o tym jakie jest jej miasto, tak z miłością, że spodobałoby mi się, żebym przyjechał, naprawdę, szczerze, że poradzimy sobie razem. uważaj, bo przyjadę. ona powiedziała, że gdyby jej miasto było człowiekiem to byłaby to lesbijka w tatuażach. kraków wyglądałby jak mój ojciec. plac zabaw. huśtawka. czy u was też nazywa się to na pająka? że siedzimy splątani ze sobą i się huśtamy. robię to nieudolnie, spadam co chwilę. dwóch dorosłych na huśtawce. ale jest miło, wysoko. huśtamy się i całujemy. nieudolnie ale ładnie. ruszamy tymi nóżkami. wywaliłem się więc przestaliśmy. wypadła jej kartka, z notatkami w języku niezrozumiałym. wziąłem na pamiątkę. idziemy dalej. 6 rano już ziomki grają w kosza. słychać odbijanie regularne piłki z elementami ruszającego się łańcucha. wyciąga książkę z wierszami i żałuje, że nie jest w moim języku. przeczytaj, mówię. poezja jest dla mnie nawet po polsku niezrozumiała, więc nie będzie różnicy. lubię takie dźwiękowe, fonetyczne wiersze. czyta. ładne. ja stoję jak kłoda. później czyta kolejny ale stara się tłumaczyć go, czasem nie zna słów, ale ja ją rozumiem. dotykam ją, bo wiersz jest długi. trzymam ręce w jej kieszeniach. jesteśmy w takim lasku, uderzenia piłki zaburzają ptaki, światło i samochody. jesteśmy już tutaj? sam się zdziwiłem, że tak szybko trafiłem. piękny spacer - wreszcie powiedziałem coś miłego. hotel. drzwi. całujemy się. moja lokatorka ma płytki sen. wiem, znam ją, jest bardzo delikatna. jest trochę smutno, wiem, że zaraz będzie gorzej. 7 rano. to mój ulubiony kolor, pokazuje na koszulkę. chcesz ją? ściągnąłem i dałem, jestem nagi na górze. ona mnie dotyka, co za piękne stworzenie. zakładam kurtkę. ale jest rozpięta. przypomniało mi się, że to bluzka z zary, trochę wstyd. muszę iść. powinienem. idę, patrzę na nią. ona mówi chodź tutaj, popełniłeś błąd, bo odchodząc patrzyłeś na mnie. chodź na górę, weźmy razem kąpiel. o kurwa

8

Comments






210313

żółta żabka

miała przy teczce trzy żabki, takie do przypinania bristolu, jedną żółtą, jedną niebieską, jedną czerwoną. jak jej paznokcie, kolorowe. ukradłem jej żółtą, trofeum dla mnie, a ona poszła kupić 2 cytryny bezdomnej, bo ona jest poważna i pomaga. a ja spierdoliłem.

nie widziałem jej długo, jakieś dwa lata. może ponad. spotkałem dzisiaj. ja miałem kawę, ona miała koleżankę. ja jej nie poznałem, ona mnie poznała. miała szal, taki duży, dojrzały. wyglądała staro. ja nie dojrzałem. wyglądam młodziej. nie wiem czy lepiej, ona na pewno nie lepiej. miała już apart na zęby do zdjęcia. kochałem jej krzywe zęby. zostawiały takie nieregularne ślady. miła ciemne krótkie włosy, uczesane. kochałem jej długie blond włosy, roztrzepane. miała koszule. kochałem jej sweterki, a pod nimi jej słodkie piersi, bez stanika. sterczały nieduże. teraz nosi bieliznę. stoi z dystansem. nie dotyka mnie. nienaturalne to wszystko. ona tak lubiła dotykać subtelnie. po policzku, zewnętrzną częścią dłoni. cześć. co robisz, co się zmieniło. ona chce zostać na uczelni. jak robiliśmy namioty z kołdry nie myśleliśmy o uczelni. ma zajęcia do wieczora, nie pójdzie ze mną na wino. lubiłem stawiać jej wino. rumieniła się. siedziała mi na kolanach. pisała wiersze, których nie rozumiałem w ogóle, ale były ładne i długie. nie potrafiła opowiadać dowcipów, bo zawsze się śmiała. teraz nie pamięta żadnego, nie ma czasu. ‘mam chłopaka’, wtedy też miała, to skradanie się było takie ładne, teraz nie ma skradania. kiedyś leżeliśmy razem, trzymała mi nogi między moimi nogami, patrzyła mi w oczy, albo udawała, że śpi. było rano, byłem zmęczony, patrzyłem na nią aż soczewki mi wyschły i wypadły. to było dla niej takie nienaturalne, przestraszyła się, ale później jak wracaliśmy to prowadziła mnie za rękę jak niewidomego. teraz sama nosi soczewki i śpieszy się na zajęcia. ja pierdolę, przynajmniej żabki ma kolorowe.

4

Comments






271112

atrakcyjna obiektywnie nieatrakcyjna

zanim zacznę pracować, może coś napiszę. bo nie mogę się skupić, a powody są tradycyjno banalne, ale chyba tak z perspektywy zimnej obiektywnej wszystkie sprawy, które dotyczą związków są banalne. no chyba, że partner jest niepełnosprawny, bo wtedy trochę kiczowate i wzruszające. kwestią chyba normalną jest, że jeśli jakiś czas nie masz kobiety to im dłużej jej nie masz to tym bardziej jesteś skłonny na kompromisy i masz mniejsze oczekiwania. ale ja mam inaczej. im dłużej nie mam kobiety tym większe mam oczekiwania i robią się coraz bardziej wydziwiane, zwłaszcza odnośnie jej piersi. być może dlatego, że już nie kumam zasad jak to jest w realnym świecie. i uparty jestem, dlatego samotny. mam taką koleżankę, co dziennikarstwo studiuje i brzydka jest i czasem opowiadam jej o sobie, mówię o dziewczynach, a ona zawsze te same rady obiektywne prosto z kolorowych gazet i dzień dobry tvn do mnie ładuje, tak, że się rzygać chce. wtedy jakby bardziej się motywuję, że działam słusznie. ale chyba powinienem posłuchać tych rad bo moją koncentrację psują problemy na podobnym poziomie.

jest jedna, piękna. jest druga, ładna. problem jest, że jeśli wrzuciłbym wam teraz tu ich zdjęcia, to dopasowalibyście źle która to która. bo jedna jest rzeczywiście ładna, a ta druga to obiektywnie chyba nie jest piękna, a jak ktoś powie, że brzydka to dostanie wpierdol. no właśnie. wkręcam sobie bardzo, że jest piękna i już od paru tygodni w to uwierzyłem. do tego ma wspaniały charakter. ale obiektywnie powiedzielibyście, że jest wkurwiająca, zadziorna, udaje mądrą i kurde takich dziewczyn w liceum to się nienawidziło (chyba, że się nie miało zadania domowego). nie znacie się. aha. ma jeszcze wspaniałą wadę wymowy. to seplenienie jest bardzo seksowne, nie wkurzające! no i tak siedzę. i tylko odtwarzam sobie w głowie taki rytuał, który ona codziennie wykonuje jak ją podglądam ukradkiem: ona siedzi, trzyma w rękach taką tubkę kremu do rąk białego. i bawi się nią. a ja czekam. czekam. wreszcie patrzy na ten krem wzrokiem zdecydowanym, jakby dostała olśnienia. otwiera go. słychać ten dźwięk otwarcia trryk. wtedy, jak psy pawłowa, mój penis reaguje na bodziec dźwiękowy i zaczyna się ożywiać. a ona ściska tubkę, aplikuje (nie, nie wytryska!) dawkę białego kremu na zewnętrzną część dłoni i rozsmarowuje. rozsmarowwwwwwwuje. wmasowuje bardzo subtelnie krem w całe swoje obie dłonie i opuszkami palców jeszcze trochę wyżej. panowie, nie chodźcie do burdelu. to jest zdecydowanie bardziej erotyczne. cały paruje zahipnotyzowany. bo ona właśnie taka jest subtelna, delikatna, kobieca. mądra, czasem zbyt mądra. dobrze ubrana, ale czasem zmęczona i to widać. wciąż piękna, ale ciężej sobie wkręcam, że jest piękna. bardzo pewna siebie. kiedy pierwszy raz ją poznałem, rok temu, to w sumie minąłem niezainteresowany. później zacząłem z nią rozmawiać, była fajna. ona potrafiła zauważyć szybciej ode mnie że ją polubiłem i już zaczęła swoją stopą ocierać moją stopę, a byliśmy na imprezie w skarpetkach. taka jest subtelna, ale pewna siebie, bo zwykle to chyba facet powinien ocierać pierwszy. i tak zacząłem ją całą dotykać, piersi w porządku, dzięki Bogu niemałe, ciało w porządku i w ogóle w porządku. i kiedy już trzymając rękę w jej staniku, a drugą na jej udach w kierunku waginalnym miałem ją pocałować to pomyślałem, że skoro ona jest w porządku to w porządku będzie stamtąd spierdolić, bo ‘w porządku’ to za mało i wciąż brałem pod uwagę, że obiektywne społeczeństwo musiałbym przekonywać, że jest piękna, tak jak ja przekonuję teraz siebie. później ona bardzo była mną zainteresowana, co okazywała mi w licznych, subtelnych gestach. aż siedzimy większą grupą i pytam co robimy, a ona mówi, żebym poszedł do niej spać, a reszta ją nie obchodzi, a ja mówię słodko krótko “nie” i wszyscy się zaśmiali z tej szybkiej, asertywnej reakcji, która chyba tą delikatną naturę spłoszyła, bo nie było już takich pięknych gestów więcej. i tak mija rok. a ja sobie zaczynam wkręcać znowu. teraz ja wykonuje subtelne gesty i ona też chyba zaczyna tylko aż za bardzo bo w sumie niezauważalnie. no i nie wiem. może zacznę gesty trochę mniej subtelne w jej kierunku, ale boję się, bo znam siebie. wiem, że jak przejdziemy na gesty niesubtelne to z prędkością światła powróci mój obiektywizm w tej sprawie i wtedy wy mnie będziecie przekonywać że ona jest piękna bo ja będę chciał spierdalać jak najdalej. tak obiektywnie patrząc jednak, to chyba jednak moje oczekiwania maleją, bo kocham się w brzydkiej dziewczynie. aha, miałem coś napisać o tej ładnej obiektywnie dziewczynie, ale o niej zapomniałem.

10

Comments






240712

zasada granicy

kurwa co ja tu robię. jestem za granicą. wiecie, wakacje, trzeba pracować. kogokolwiek pytam, zwłaszcza w wieku studyjnym, to marzy się pracowanie, ale za granicą. plany zawsze ambitne, popracuje najpierw a później przepiję. wymarzone wakacje. to już nie jest takie cool, zwłaszcza plany, bo wszyscy takie mają. trochę mniej jest tych co to zrobią, ale to jeszcze gorzej. przepraszam. wkurwiacie mnie zagraniczni robole. ci wakacyjni i w ogóle. bo u nas tak źle, a tam dobrze. u nas nie ma pracy, a tam jest, czeka, wszyscy kurwa czekają, marzą żebyś im garnki mył, żebyś im koszule prasował, domy malował i zapierdalał kebaby i jadł je i podkradał. tam to w ogóle jest zajebiście i kokosy wszędzie, wystarczy wyjechać. tytuł polskiej gazety w wiedniu ‘polonika’ brzmi: ‘tu biedują, tam szpanują’. lepiej tego nie ująć. czy żebranie tutaj to niby lepsze niż obciąganie kutasów w kraju? mniej poniżające? spotkałem takich jednych co tutaj gdzieś w namiocie w parku mieszkali i puszki z polski jedli, szukają pracy w euro. podsłuchali nas i wołają ‘o polaczki’, tak tutaj się na siebie mówi. dziękuje. śmieją się z siebie, haha. inny tutaj kierowca, bo polacy z polakami solidarni i się znamy wszyscy, opowiada nam, że już tutaj 20 ponad lat siedzi, jeździ autobusem i ile to on zarobił już, że ma windę w mieszkaniu do garażu i tam dwa samochody. zajebiście, cały dzień jeździ i jeszcze sobie kupuje nowe do jeżdżenia, trochę nudno. polecał nam dyskotekę polską, ‘utopia’ się nazywa, że tam polskie dupeczki sprzątaczki wyrywają polskich robotników, solidarność sami swoi. ja myślałem, że tu jest utopia a nie że w czymś polskim. dobra już nie narzekam. żebrać chyba za granicą łatwiej niż u siebie, mniej wstydu.

jestem już ponad miesiąc, mieszkam z dwoma kumplami w mieszkaniu jedno pokojowym. odważny to eksperyment, bo oni z innych światów, jeden jakiś techniczny inżynier, a drugi prawnik. wszyscy tu walczą o swoje miejsce w stadzie samców. trochę mam na to wyjebane, więc czasem patrzę jak ci dosłownie zwierzętami są, biją się na niby, ale nie wygląda to na niby. mówią, że ze mną to jak z kobietą się dogadać. oni sprawdzają najlepsze trasy i bramki metra, kłócą się kto lepiej wie, a ja patrzę sobie i kurde zaobserwowałem, że barierka od schodów ruchomych porusza się szybciej niż schody ruchome i jak stoisz na jednym schodku i trzymasz rękę normalnie prosto całą drogę to ona szybciej dociera do celu od twoich stóp. szalone. mówię im to, a oni, że metro nam spierdoli i trzeba będzie czekać 3 minuty. dobrze, że przynajmniej browary w ridlu za 55centów, jak u nas prawie.

relacja ma być to o kobietach poopowiadam. przynajmniej to jest ciekawe bo tu cholernie różnorodnie i ciekawie. pracując jako artyści uliczni (co nie ma nic wspólnego ze słowem artysta, może jedynie, że jest niezrozumiała i policja przychodzi czasem wyjebać) przegląda się ich masę. jakkolwiek to zabrzmi, ale wszystkie kobiety tutaj biją muzułmanki w pełnej burce. cokolwiek islam chciał zrobić nakładając na kobiety te czarne szmaty to im się nie udało. nie ma nic seksowniejszego od tak niedostępnej kobiety. mój kolega prawnik mówi, że to kupowanie kota w worku. zauważyłem, że one w ogóle te stroje to mają różnych marek, każda z logiem firmy, metką. niektóre tak zajebiście dizajnersko skrojone, z materiałów ekskluzywnych, czasem lekko prześwitujących z jakimiś dodatkami klejnotów. uwielbiam jak one patrzą tymi mega podkreślonymi oczami, podnoszą swoją rękę z telefonem blackberry w srebrzystej obudowie aby zrobić zdjęcie i podwija im się ta kiecka pokazując piękną bladą dłoń, a na niej tatuaż. kurde, jakie to niegrzeczne! jedna przyszła w takim dizajnerskim stroju, gdzie marka była wypisana diamentami i miała do tego takie fajne fioletowe trampki. no kurde, jaka sympatyczna, nic tylko zjeść. albo inna w takich wielkich czerwonych szpilkach i stopy w tatuażach. a reszta cała czarna, tylko piękne oczy widać. jakbym miał do wyboru angeline jolie albo ją, wybieram drugą. przepraszam.

za granicą można robić wszystko. zasady tylko są w ojczyźnie. tylko mówić o tym nie należy później. jak w więźniu i las vegas. do kumpla inżyniera przyjechała dziewczyna, więc musieliśmy wyjść z mieszkania - braterstwo. jestem z kumplem prawnikiem i wiadomo jak to oni: pewni siebie skurwysyny. i on już o swoich planach ledwo co wyszliśmy mówi: słuchaj, ja chciałbym tutaj spotkać kogoś ciekawego. czyli wiadomo, wyszedł na miasto na dupy. idzie wyprostowany, wysoki, z włosami ułożonymi i kreacji wieczornej. na początek pokazuje na dwie dziewczyny i mówi: patrz, w sam raz dla nas dwie. chodźmy za nimi. aha, dobra, czyli taki podryw, śledzenie. chodziliśmy za nimi z 10 minut, aż się zatrzymały i uznaliśmy jednogłośnie, że brzydkie, co było dla nas świetną wymówką aby do nich nie podchodzić. w efekcie po prostu kupiliśmy sobie kratę browarów i poszliśmy dalej. nagle zamiast my zaczepiać to zaczepiły nas jakieś laski, bo miały coś w stylu wyzwań w urodziny. mówią, że ładni jesteśmy. niewątpliwie trafiły u mnie w czuły punkt. ale zamiast to pociągnąć to podziękowaliśmy oszołomieni. co to dla takich podrywaczy jak my. browar później, jednak uznaliśmy, że w sumie moglibyśmy coś z tymi dziewczynami zrobić i rozpoczęły się poszukiwania. dziś bawimy się w detektywa chyba. znaleźliśmy je i idziemy z nimi, bez pytania w sumie. prawnik mówi, że patrz jacy faceci z nimi są. każdy z nas wygląda lepiej niż oni razem wzięci - ot taki motywator arogancki. gadamy po angielsku, wiadomo jak polacy gadają po angielsku. z ósemki dziewczyn jakieś trzy odważyły się też w tym języku, więc próbowaliśmy się kontaktować, porównując kultury niczym kulturoznawca. one oczywiście znają paru polaków, mój sąsiad elektryk, moja koleżanka pijaczka itp. okazały się młodsze, a wyglądały jakby co najmniej wykupiły połowę zary żeby podpisywać ważne kontrakty w firmie farmaceutycznej. idziemy do klubu. polacy trzeba płacić za wstęp i zostawić te browary. przeżyliśmy to z bólem serca. w klubie przynajmniej one zrobiły coś swojskiego bo przemyciły litr tequili i dziwiły się, że ładujemy ją ze szklanki bez przepity. przepita przecież droga tutaj, co się dziwić. ‘waleczne serca, zepsute wątroby’. ok, prawnik już ogarnia solenizantkę. więc ja żeby nie być gorszym rozmawiam z jakąś laską, która fotografuje. prawnik podchodzi, daje pewne rady eksperta motywacja na 101 sposobów: leci na ciebie, bierz ją. więc ja gadam dalej. nagle przychodzi blondynka. taka znów nie z mojego świata. wiecie, w moim środowisku królują takie brudne hipiski w trampkach, a ta tutaj tleniony blond, ale nie jakoś tragicznie. ubrana ładnie, obcisło, białe zęby, piękne piersi, opalona, pachnie jak ładny sklep z ładnymi rzeczami. taka prosta, ładna blondyneczka ale jeszcze nie aż tak sztuczna i plastikowa, że można przeżyć. jakkolwiek to brzmi, przypominała mi moją siostrę, którą zdrowo lubię. nie była to moja kategoria ani wiekowa, ani estetyczna, ani intelektualna. blondynka rzuca, że jestem ładny po niemiecku, przetłumaczyła mi to fotografka. ojej. podobno blondynkę rzucił facet i przez to pije. i teraz się zaczyna. ona staje się gwiazdą wieczoru. upada raz, upada dwa, upada trzy. wszyscy stoją przy niej. łapią ja. zajmują się. a ona spada i spada. robi to z taką gracją i nierealistycznie, że nie mam pojęcia czy jest pijana czy to prostu nagle ma dziurę w pamięci jak utrzymać się na nogach. wszyscy wychodzą z klubu, niosą ją. a ona coś mówi i spada regularnie. nie wiadomo co z nią zrobić. wymusza naszą opiekę jak moja babcia wizyty w szpitalu. ktoś musi ją trzymać, ktoś musi iść po wodę, ktoś musi pytać czy wszystko w porządku. to nie był wieczór solenizantki. to był jej wieczór. jakiś facet się znalazł i chce ją trzymać, ale okazało się, że woli ją macać. ktoś w ogóle po karetkę zadzwonił no bo co, przecież pijana albo udaje. oni przyjechali a ona zaczęła uciekać i tak jak była już w odpowiedniej odległości to wywaliła się profilaktycznie. więc karetka pojechała, bo powiedziała, że biega, czyli żyje - oni chyba tylko trupami się zajmują. nie wiadomo co z nią zrobić, ale tylko żeby do swojego domu tak nie wracała, więc żeby być miłym zaoferowaliśmy jej swoją pomoc. i tak jej koleżanki, od razu, bez myślenia, wysłali blondynkę do mieszkania nieznajomych polaczków z jedną dziewczyną jako bodyguard. czyli dwie dziewczyny, dwóch facetów wraca do domu taxi. ładnie brzmi? w taxi blondynka jakby wytrzeźwiała, choć chciała uciekać, więc ją trzymałem przytulając, żeby taksówkarz nie zadzwonił po policję. ona myślała chyba, że to gest zalotny i zaczęła mnie gryźć, lizać, zagadywać po niemiecku, co niewątpliwie miłe było, ale udawałem opanowanego i zimnego. zbyt poważny jestem żeby pijane kobiety wyrywać, niech tak myśli prawnik, żelazne zasady. w domu blondynka ściągnęła swoje dopinane włosy blond, założyła mój biały tshirt i władowała się mi do łóżka. mistrz logistyki, tłumaczy wszystkim po niemiecku: jest dwóch chłopaków, dwie dziewczyny, ty śpisz ze mną, ona z prawnikiem. tak naprawdę chciałbym, ale wole być poważny. wpadłem na pomysł który zadowolił wszystkich czyli połączyliśmy łóżka i poszliśmy spać w czwórkę. prawnik tylko coś rzucił, żeby nie skończyło się to tak, że już nigdy w sobie oczy nie spojrzymy. ale jakkolwiek blondynka mnie przytulała, obejmowała nogą i gryzła po uszach siedziałem sztywno. sztywno. sztywno. i tak do końca. nie wiem czy była trzeźwa czy nie, raczej to pierwsze, ale podobno tak się nie robi. więc nie robiłem. zasadowo. ale było bardzo miło. przespaliśmy w czwórkę słodko jak dzieciaki. zasnąłem w objęciach blondynki, prawnik w objęciach brunetki na jednym wielkim łożu z złożonych z dwóch dmuchanych materacach za granicą. rano wstała, wzięła mój aparat i zrobiła mi zdjęcie jak śpię. jest nieostre, z maksymalnym przybliżeniem, wyglądam tam okropnie. w milczeniu odprowadziłem ją na przystanek. popatrzyła na mnie, poprawiła mi sznurki od bluzy. pocałowała mnie, jakby w ramach podzięki za to wszystko. teraz można. jak odjechała to przypomniało mi się, że przecież nie zamieniłem z nią żadnego słowa. ona nawijała coś po niemiecku, ja po angielsku. ja nie znałem jej języka a ona mojego. znamy teraz tylko swoje języki, ale te w buzi. tak lepiej.

8

Comments






020412

rudy blondyn

rude dziewczyny to obowiązek każdego mężczyzny. przynajmniej tych ogarniętych. nie wiem jak to się sprawdza w długich związkach, czy to jest życie fantazją czy może przypadkiem nie staje się później już codziennością i pospolite. ale rude to zawsze fantazja. taki kolor, który wymusza pożądanie. nawet nie wiem czy to nie jest silniejsze od tych waszych podkolanówek, spódniczek, dekoltów i końskich butów. sam seks ten rudy. oczywiście niektóre są bardziej stonowane z dodatkiem piegów, ale i tak kurwa zawsze seksowne. piękna fantazja. kurde, pamiętam, że kiedyś kochałem się w takiej rudej, tak z 10 lat starszej i lampiłem się na nią jak pojebany, aż w końcu sama do mnie podeszła i zaczęła rozmawiać, a ja prawie zesikałem się z wrażenia. tak to kurde jest z fantazjami. są po to żeby się nie spełniały, bo za duża presja i nie są już takie piękne.

nie wiem co jest z pociągami, ale poza kościołem to chyba miejsce gdzie poznaję najwięcej kobiet. no i właśnie jadę sobie i widzę taką rudą. więc ładuje się do niej. chwilę popatrzę sobie na nią żeby zrobiło mi się miło i pójdę spać, bo po trzydniowym piciu na kacu wracam. ale kurde ona też zerka i to tak, że jej chyba też miło. nawet chyba bardziej ode mnie. uśmiechnę się może, pomyślałem. ona też tak pomyślała. kurde, tak zmęczony byłem, że nawet nie chciało mi się wymówek szukać żeby do niej nie zagadać. więc rozpocząłem naszą konwersację. w sumie nic specjalnego w tej rozmowie nie było. nie zmacałem jej i zaliczyłem w toalecie pkp bez papieru toaletowego, choć to też piękna fantazja. pogadaliśmy sobie. tak naprawdę to ja nawijałem jak pojebany. nie wiem czemu, być może dlatego, że okazała się też edukacyjnym dzieckiem sztuki i mieliśmy wspólne tematy albo uśmiechała się jak mówiłem, ale czułem aprobatę i ciepło z tych rudych włosów. trochę tak jakby bardziej matczyne było niż seksowne, nie żeby niektóre mamy nie były seksowne. dobrze nam było razem. blondyn i ruda. wpada do mnie w weekend, ot tak zobaczyć kraków! chyba ogolę ją w nocy i powieszę sobie te włosy w ramce. ach te rude.

8

Comments






070312

chciałbym tyle w chaosie

uwaga. zaczynam post z serii nastolatek z złamanym sercem. coś w ten deseń, wiem, że tego nie lubicie, ale okres jest taki w którym jakby weryfikuje całe moje hujostwo/jestestwo czy jak wy to nazywacie.

post dotyczy dziewczyny z poprzedniego postu. jestem trochę pijany i bardziej pewny siebie, a noc jeszcze młoda 01:11. leżę i nie mogę zasnąć. jak typowo. kurwa. jaki ten blog jest typowy i banalny. dziewiczy powiedziałbym.

była u mnie. przed chwilą wyszła, ze swoim chłopakiem. chłopak przyszedł przed chwilą, żeby nie było. miałem dużo planów odnośnie dziś. chciałem trochę nawet zaszaleć, pochłonąć się w tym wszystkim. chleję ostro od grubo dwóch tygodni, żeby nie myśleć o tym wszystkim, a jednak tyle oczekiwań, zawsze znajdę. wszystko jednak pierdolnęło. ot tak. od razu, jak się umówiliśmy, bo zacząłem być spięty i to już długo przed spotkaniem. ej, kurwa, czemu to ciało jest takie nieposłuszne? jebane bydle. przepraszam za wulgaryzmy, ale alkohol prymitywizuje człowieka.

nie mogę dotknąć. patrzę. nie mogę się odezwać. w ogóle nie możemy się porozumieć. to moja wina, bo ona się stara. opowiada dużo. ja siedzę, przytakuję. kurwa, co się ze mną dzieje? koniec. ona ma dość. nie wiem czy to alkohol czy rzeczywista frustracja. “co się z tobą dzieje? dlaczego nie może być tak jak dawniej?” - ona pyta. nie mogę odpowiedzieć, bo nie znam odpowiedzi. “gdybym znał odpowiedź na to pytanie to bym się zmienił”. naprawdę, nie mogę zrozumieć co się dzieje.
- to ja powinnam być wobec ciebie tak jak ty jesteś
- dlaczego?
- to ty mnie rzuciłeś.
- naprawdę tak myślisz?
- tak, po wspólnie spędzonym roku zachowałeś się jakby to się w ogóle nie wydarzyło. nie wiesz ile razy płakałam przez ciebie. może to ja, jako kobieta, tak interpretuje.
- może. ja w ogóle nie pamiętam rozstania. pamiętam, że było nam razem wspaniale.
kurwa. tak było, to czemu się rozstaliśmy? napisałem ostatnio, że rozeszło się po kościach, ale może rzeczywiście po prostu ją popierdoliłem? ale ze mnie idiota. rozmawiamy długo. w tle leci film na temat fizyki i my jako istota w wszechświecie, inteligenty mocno. mówi, że chciałby ze mną normalnie porozmawiać. jak kiedyś, ale nie jesteśmy w stanie teraz. to prawda. a jednocześnie ona czuje się winna w stosunku do gościa, którego kocha. użyła słowa kocha, co mnie odtrąciło. poczułem się hujem i nie wiem kim bo chyba ja nigdy jej wtedy nie powiedziałem, że ją kocham. bo nie wiem. i nie wiem co się dzieje. różnica jest chyba duża teraz. jak rozmawialiśmy kiedyś to mogłem ją dotknąć, a wąchałem ją niepokryjomu. teraz nie mogę tak swobodnie. tak naprawdę ona jest manipulantką. nie wiem co ja mam myśleć, co robić, co oczekiwać. nie cierpię oczekiwań wobec związków, ale teraz chyba to jest konieczne. znów siedzę w kompletnym chaosie i chciałbym teraz tak cholernie jej dużo powiedzieć. pytanie jest, kurwa, czemu przed chwilą nie mogłem coś logicznego wykrztusić? nie wiem po co tutaj piszę, powinienem chyba biec za nią i się normalnie porozumieć?

4

Comments






210212

bez całowania dziwko

jedną rzecz musicie o mnie wiedzieć: jestem zdolny do związków. ok, tak naprawdę byłem w jednym. w mojej głowie idealnym. przez około półtora roku. nie mam dokładnej daty rozstania, bo rozstaliśmy się nagle ale było to efektem mojego dłuższego zaniedbywania relacji i zmęczenia jej ratowaniem. zawsze uważałem to za mój największy błąd życia. ona od 2 lat na facebooku widnieje jako “zaręczona”.

3 minuty temu pożegnałem ją. było bardzo dziwnie, na pewno nie tak wesoło jak parę godzin wcześniej. piszę tutaj, bo chcę sobie uporządkować co się stało. nie wiem.

ona napisała do mnie, że jej się śniłem i chce się spotkać. sama propozycja spotkania nie była dziwna, bo czasem się spotykaliśmy, zwykle było miło i drętwo. czułem jednak, że to będzie trochę inaczej. dlaczego?

ona zaproponowała spotkanie, powiedziała że odpowiada jej tylko dziś bo nie ma jej chłopaka.
miałem czas po 22, nie jest to nasz standardowy czas na pogawędki. przyszła.
wyglądała genialnie. ja byłem spięty.
pachniała tak jak zawsze. najpiękniejszy zapach.
przyniosła whisky. ok.
wypiła whisky. pomogłem.
wypiła wino. pomogłem.
wypiła piwa. pomogłem.
dotykała mnie ‘niechcący’. miło.
pytała się o mnie, “otwórz się, proszę”. nie mogę.
zapytała czy może u mnie nocować, bo nie chce wracać sama. tak bardzo.
poprosiła żebym położył się obok niej bo się boi. obejrzymy film. boję się ja bardziej teraz.
“przytulisz mnie, ale bez zobowiązań?” - kurwa, ale wredne zdanie a jednocześnie tak przyjemne.
oglądamy film. ja dotykam ją. dotykam ją. dotykam ją. moje najlepsze lata wracają mi do głowy, zapach potęguje doznania.
film się skończył ale my nie skończyliśmy.
“to teraz na łyżeczkę”. ja pierdolę, chyba nie ma nic bardziej poczuciowo winy.
jest piękniejsza, piersi wydają się większe, ruchu swobodniejsze - lepsze niż pamiętam. kurde jaka ona idealna.
nie całowaliśmy się. zrobiliśmy to bez całowania. tóżto chyba nie jest zdrada?
przytuliła się, ale nie mogłem teraz ja żyć swobodnie, znów byłem spięty.
wstałem i gołymi stopami stałem na mojej zimnej podłodze wpatrując się w nią. nigdy wcześniej nie stałem tak długo bo podłogę mam cholernie zimno. teraz w ogóle tego nie zauważyłem.
położyłem się obok, chyba nie było już połączenia.

post ten zdaję sobie sprawę nie jest wysoko jakościowy i w zabawiać nie ma na celu. piszę teraz, od razu, chcąc zrozumieć co się stało. wiem, że nie będzie to takie szybkie zauroczenie o którym za kilka dni zapomnę. zbyt wiele. ona. znaczy. a ile ja znaczę?

nie wiem co robić dalej.

8

Comments






281211

2 lata

przepraszam jeśli nie napierdalam do was codziennie postami, nie jestem waszą codzienną dawką informacji i tumblerowej inspiracji. w ogóle co to kurwa ma być, że bloga reklamuje a później nic nie pisze pajac. i mimo, że dużo się dzieje to napiszę dzisiaj o starej historii. bo właśnie dostałem odpowiedź na mejla, którego wysyłałem prawie 2 lata temu. moja treść była krótka: “nie wiem co powiedzieć”, więc nie oczekiwałem specjalnej odpowiedzi, ale kurde, nieźle… 2 lata na odpowiedź. dziewczyna efekciarska jest nawet w odpisywaniu na mejle, trzeba przyznać. 

mogę podać dokładny czas akcji reporterom, bo było to w sylwestra z 2009 na 2010. jadę z jednego sylwestra na drugi (zachłanny jestem i szkoda mi być na jednej imprezie jak mam dwa do wyboru), co z tego, że z jednego końca krakowa na drugi. jadę tramwajem i cieszę się, że nie muszę się przesiadać. pamiętam, że obserwowałem wsiadającą i wysiadającą klasę roboczą, taką szarą, w ten jakże wymagający dzień - smutno mi było, że pewnie wrócą do domu samotnie i prześpią sylwestra, żeby wstać na drugi dzień do roboty - tak jakby to było coś złego, określało kogoś. teraz ryzykowne jest takie ocenianie, bo ja ledwo mam jedno zaproszenie i strach mnie wielki ogarnie jak będę musiał spędzać sam sylwestra - nie przed sobą ale przed znajomymi, prywatnie jebie mnie ten dzień, ale co roku zawsze jest wysokiej jakości picie. ale wracając do tramwaju. siedziałem wyizolowany w pojedynczym rzędzie siedzeń i obserwuję jedną dziewczynę z chłopakiem. szczerze, to nawet dziewczyna mnie nie interesowała, ale po prostu ich dziwne zachowanie - nie wiem czy się kłócą czy zabawiają czy może to takie normalne ich zachowanie. coś było w każdym bądź razie pojebanego w tym wszystkim. w ogóle ich nie rozumiałem. w końcu usiedli w moim rzędzie, więc obserwowałem ich w odbiciu w zimowej szybie. koleś siedział przede mną, a laska rząd dalej, ale odwrócona oczywiście do chłopaka. nagle ona wychyla się za kolesia, w lewo głową tak żeby popatrzyć na mnie, więc się uśmiecham ładnie do niej żeby nie było. koleś się obrócił co się dzieje i tym samym wzrokiem powiedział do mnie “cześć, jestem cipka”. zdał sobie sprawę, że fizycznie i psychicznie jest tylko przeszkodą w naszej relacji, bo zaczęliśmy zabawę w której on pełnił funkcję przeszkody czyli non stop zerkania na siebie i uśmiechania się czy to na prawo, na lewo czy w odbiciu szyby. bardzo wciągająca zabawa. w sumie dobrze, że on był, bo było ciekawiej. dziewczyna prowadziła była albo pewna siebie albo chciała temu chłopakowi zaimponować, dogryźć i pokazać, ze może. być może to ja byłem przeszkodą i przedmiotem manipulacji ich relacji. coś było na rzeczy nieczystego w powietrzu. uwaga teraz kolejny ruch, mocna inicjatywa z jej strony i wyższy poziom gry. to już nie tylko dziecinne zerkanie na siebie. dziewczyna pisze wiadomość na swoim telefonie i daje chłopakowi, żeby mi przekazał. ale bezczelny ruch. czytam: “dużo lepiej wyglądasz jak się uśmiechasz niż jak siedzisz tak samotnie”, odpisałem zainspirowany minimalizmem malewicza: “:)”. nie wiedziałem jak odpowiedzieć lepiej, zresztą teraz też napisałbym to samo, nie będę przecież flirtował przez komórkę z dziewczyną 2 rzędy dalej i z pośrednikiem jakimś. dzzzyń. dzwonek. wstają, będą wychodzić. ale ja chcę się jeszcze bawić, zabierają mi zabawkę. ona widzi to i szybko wręcza mi swoją wizytówkę. słodko, dziecinne zabawy, a tu profesjonalny ruch. na wizytówce tylko adres jej strony internetowej. poszedłem na imprezę i szybko zapomniałem o niej.

parę dni później, już w 2010 roku, znalazłem tą wizytówkę i wszedłem z ciekawości na podany adres, żeby zobaczyć kim jest moja koleżanka z tramwaju. było lepiej niż informacje o niej. dużo lepiej. cała strona zniknęła, a została zastąpiona krótką notatką: “ten uśmiech jest niesamowity. chciałabym go jeszcze raz zobaczyć, lepiej poznać, być może sfotografować. mam nadzieję, że twój poranek 2010 był lepszy od mojego. skontaktuj się ze mną”. cokolwiek o niej można by powiedzieć to trzeba przyznać, że dziewczyna ma gest i wie jak robić efekciarskie wrażenie. mnie wtedy kupiła, ten uśmiech na cały dzień także.

inna dziewczyna, którą ówcześnie adorowałem, skomentowała wtedy: “kurcze, ale piękne… jak ja bym chciała żeby ktoś mnie tak uwiódł.”. 

a ja dostałem dziś odpowiedź po dwóch latach. odpisać czy poczekać tym razem 4 lata żeby nie być gorszym?

13

Comments






271011

office

każdy chyba marzy o romansie biurowym. nie wiem czy to dlatego, że już pierwotnie taka jakby władza imponuje bo garnitur, seksowne eleganckie wdzianko czy to po prostu pornosy z dzieciństwa uwarunkowały, że seksowne kobiety za biurkiem powodują szybszy bieg krwi w penisie. w każdym bądź razie tak mam: jarają mnie azjatki, nauczycielki i kobiety za biurkiem. wszystkie niedostępne.

problem jest taki, że jednak poruszam się w takim towarzystwie co ubrania zwykłe nosi, nie zna wszystkich logarytmów i wódkę kupuje żołądkową, a nie finlandie, więc jako tako miałem problem z tą fantazją. nadarzyła się okazja, bo chciałem samodzielny się zrobić i tak jakby mam teraz szefową, która wcześniej była na gorszej pozycji ale awansowała, bo tamtą wyjebali. już zacząłem się jarać, bo jak ją zobaczyłem to te mega wysokie szpilki (ja się nie znam.. jak to jest, im wyższe to wyższa pozycja społeczna?) na podłodze były a ona boso, swoje nóżki w rajstopach, tak dziwnie jakoś po turecku siedzi na skórzanym fotelu władzy. więc zacząłem udawać trochę innego z planety - żeby mi różnice między netto i brutto wytłumaczyła i co to jest umowa. ale nie staram się uwodzić, bo jednak nie umiem. ale jak wracam do domu to dostaje wiadomość: proszę, mów po imieniu jeśli Ci to nie przeszkadza, chyba nie dzieli nas aż tak duża różnica wieku… jestem Natalia :)
-
no może każdemu tak pisze, ale ja już zacząłem w głowie tworzyć obrazy jak wywalam te wszystkie papiery na jej biurku i guzik po guziku ściągam jej białą wypraną w vanishu bluzkę... bo w sumie to ja powinienem podwalać się do niej bo jest nade mną. no i tak zacząłem delikatnie z nią flirtować dopisując coś w naszych mailach i w rozmowach telefonicznych mocno osobistych niż firmowych… dopóki nie poznałem nowej sekretarki, która również jest atrakcyjna. ale kurcze to nie to samo co szefowa. podobnie ubrane, ładna, ale podnieca mnie władza w garniturze a nie podwładza. a tak na serio to ona jest zimna i nie zaproponowała żebyśmy na Ty przeszli, więc w sumie szefowa jest łatwiejsza? dla mnie.

dzisiaj znów pod byle jakim pretekstem odwiedziłem biuro bo uwielbiam te uśmiechy kiedy wchodzę. a dziś niespodzianka. dwie siedzą obok siebie. jak zajebiście. to jest dopiero fantazja: dwie na jednym stole.

11

Comments






website

3

Comments