110513
stworzenie
mówię wam, ona była ładna. seksowna też. prawie łysa. ale ładna, naprawdę. też nie jarają mnie łyse. miała włosy pod pachami, ale też były seksowne. wiem, że nie brzmi to dobrze. czarny tshirt, z małymi dziurkami na dole, sprany. pod spodem ładne, miękkie piersi, niestojące sutki. czarne krótkie spodenki i timberlandy na gołe stopy. tatuaż na ramieniu, czarny mały kolczyk w uszach i nad ustami. usta też ładne, ciemne. długie czarne rzęsy, takie grube, sklejone aż. ja pierdole, nie pozwól żeby na ciebie patrzyła. zbyt wyraźnie, bardzo białe ma te gałki oczne. niech też ich nie mruży, tak jak przy jaraniu fajek, marki djarum, skręconych przed chwilą. ma w plecaku skarb, brzytwę. w czarnym opakowaniu, jak ona. nie pozwól żeby zaczęła rozmawiać o feminizmie, bo zostaniesz feministą. jest niezpolski, niezeuropy, ale w centrum uwagi.
u nas całujemy się dwa razy w policzek. dwa razy to dla mnie już za dużo. raz to już duża przygoda. robię to nieudolnie. proszę, możesz mnie dotykać wszędzie, ale może nie w biceps, bo tego się wstydzę, w tej części ciała jestem kobiecy. uciekam, boję się. chyba wolę słodkie kobiety, mniej problemów. gdybym jadł kebaby kupiłbym z sosem łagodnym, ostry jest dla mężczyzn. nie jest zainteresowana chłopcami. to chyba taki jej styl. dotykanie każdego. nie będę z tobą rozmawiał po angielsku. chyba najlepszym wyjściem będzie się po prostu nie odzywać. lubię na nią zerkać, ona z taką miłością to odwzajemnia. dziwne, że z miłością, bo myślałem, że wyjebie mi w ryja. to by jej bardziej pasowało. czy mógłbyś mi z czymś pomóc? wiadomo, że bałem się odmówić. dawno się tak dziwnie nie czułem, patrzyliśmy sobie prosto w oczy. dziękuję, byłeś wspaniały, chciałabym żebyś miał to na pamiątkę, chodź ze mną. ja pierdole, ale sobie dojebałem.
zrobiliśmy razem coś o czym nie chcę mówić teraz, ale było to bardzo dziwne. było to dla mnie ważne, dla niej też. przez co chyba staliśmy się sobie ważni. nie wiem czy to było tylko dlatego, że po prostu tam wtedy stałem, przypadkowo czy było to nieprzypadkowo. mówię o tym dlatego, że czułem się cały wieczór jak na bani. brzmi to tanio, ale nie mogłem się skupić, czułem się źle, ale w reakcji na coś dobrego. czułem jak się zbliżała, jak mnie mijała, przyciągało mnie do niej, ale ja na przeciw fizyce spierdalałem, coraz ciężej. nie wiem, czy rozumiecie o czym pisze. mijają 3 godziny, nie miałem jak już spierdalać. usiadła obok mnie i zaczęła się bawić moją dłonią. jak gdyby nigdy nic, ale było to naturalne dla mnie, była trochę jak mama, jakiś przewodnik to nie będę nic mówił - wie lepiej. trzymałem tą rękę jak kłoda. ona mówi, ja się nie odzywam. ale dziękuje za komplementy. dawno ktoś o mnie tak ładnie nie mówił. mógłbym powiedzieć dużo ładnych rzeczy o tobie, ale nie powiem. nie tylko przez angielski. lepiej po prostu być. stać sztywno. siedzieć też.
mogę zostać dłużej, ale musisz mnie odprowadzić do hotelu. tobie ufam. dziękuje za zaufanie, nie wiem skąd kurwa ono wynika, to że wyglądam niegroźnie czy, że się nie oddzywam? ona mówi. dużo mówi, ważnych rzeczy. takich rzeczy nie mówi się chyba każdemu. przynajmniej w polsce. jak tak mówiła i siedziała obok mnie to ją pocałowałem. nie wiem dlaczego, być może dlatego, że to co mówiła było bardziej intymne od pocałunku. uśmiechnęła się. znowu coś naturalnego, nie było w tym nic cholernie dziwnego, żadnych testów, skradanek, rytuałów i innych gówien. po prostu. mów dalej. nie wiem kiedy zaczęliśmy całować się poważniej bo było to coś tak płynnego i oczywistego, że nie mogę zaznaczyć na osi czasu żadnego punktu kluczowego. po prostu. byliśmy razem wtedy. całowaliśmy się, dotykaliśmy, ale wciąż miałem ochotę spierdalać. w każdej możliwej chwili to robiłem. nie było to trudne, bo reszta wyższych i dojrzalszych ode mnie facetów rzucała się na nią jak psy. lubiłem to. było to dla mnie łatwiejsze. żałowałem, że żaden jej nie pogryzł. wypiliśmy banię i poszliśmy na jakieś mieszkanie, bardzo lansiarskie, z lansiarskimi ziomkami. domofon z kamerą, muzyka z ipada.
ja nie tańczę. nie będę. ona ciągnie mnie za rękę. po prostu bądź, nie myśl o innych. myślałem. przyszedł znanyztegożejestznany krakowski artysta, zaproponował żebyśmy zatańczyli w trójkę. dzikus. nie ukrywam, że idea trójkąta jest dość atrakcyjna, ale jak zaczynasz myśleć bardziej nad formą niż konceptem to zaczyna to nie być już takie ładne. muzyka padła. ona nie chce z nikim, tylko ze mną. krakowski artysta, emanuje swoją samczością. liże już dwie laski, ale patrzy na moją. mógłby ją wziąć, byłby spokój, ale ona mówi, że on jest chujowy. kurde, nici z tego. strasznie głupia. poszliśmy razem tańczyć, czyli ona tańczyła, a ja przekładałem nogi. nie czułem się dobrze w swoich butach, ale nie mam innych. zaczęliśmy się całować, bo wtedy nie trzeba za bardzo tańczyć. w ogóle jak jestem blisko z nią to nie muszę specjalnie udawać. byliśmy sami, wszyscy stali i patrzyli, później bili nam brawo. krakowski artysta sarkastycznie powiedział że jestem dobrym tancerzem. spierdalaj, idź lizać te głupie laseczki w kolorowych bluzkach. one się na to nabierają. wrócimy do hotelu. szukam kurtki w którym miałem iphona, nie mogę jej znaleźć, jestem wkurwiony bo nie cierpię jak takie tandetne rzeczy psują ładny wieczór. ona czeka. znalazłem, ktoś wziął bo myślał, że jego.
wracamy w większej grupie. ona mówi, że szkoda, że oni. ja specjalnie nie żałowałem, ale wiedziałem, że zaraz i tak będziemy musieli sami wracać. to cześć, ona mnie już ciągnie za rękę w drugą stronę, ja patrzę błagalnym wzrokiem na kolegów. 10 sekund. jestem przyparty do muru, rękę mam we włosach, ona gryzie moją dolną wargę. dobra, jesteśmy sami, to ja ją obrócę. teraz ona jest przy murze. lubię sposób w jaki całujesz - ja lubię całować, nie będę nic o niej mówił i nie będę już dziękował za te komplementy - na razie to się sprawdzało. niemówienie. ona całuje moją dłoń, nałogowo. ja całuje jej palce. obliczam w głowie drogę do hotelu. to jakieś kurwa 40 minut. nie dam rady z nią. 38 kroków całujemy się, 4 kroki całujemy się, 87 kroków całujemy się, ławka całujemy się, światła całujemy się, most całujemy się. to nie będzie 40 minut. idziemy, jest jasno, 6 rano, nie ma ludzi, piękny poranek. dawno nie widziałem tak pięknego poranku. krakówstaremiasto. gołębie. ławka, ona siedzi na mnie okrakiem, ja gryzę jej szyję, całuje bardzo małe ucho. dziwne, nie mogę trzymać jej ręki we włosach, dziwne. ona mówi, że jestem pięknym stworzeniem. stworzeniem. nie człowiekiem. kupuję to, bo dla mnie to również nierealne. powinienem jej powiedzieć coś miłego? wystarczy, że trzyma swoją dłoń na mojej klatce piersiowej. jak przystało na stworzenie ocieram moją twarz o jej twarz, tak zwierzęco, próbuję się oswoić. całuję w ten łysy łebek. ona całuje w szyje, ładnie. jest słodko, a to taka ostra kobieta. taka delikatna. no może gryzie, ale zamyka oczka jak się całuje. ja ukradkiem patrze bo ładne to przecież jest. jesteśmy na wawelu, ona mówi chcę z tobą robić miłość gdzieś tu na zewnątrz, zawsze tak chciałam. jestem spójny, więc dalej się nie odzywam. ona śpiewa marsyliankę, ma nawet ją na swoim mp3 (dobrze, że nie ipodzie) - jedna słuchawka ja, jedna ona. tłumaczenie na angielski symultaniczne w wykonaniu jej, ale głośno, rytmicznie i wyraźnie. jest pięknie. wisła. stop. to jest kraków w poranek. na dole ktoś biega. słońce wychodzi, pięknie. czuję już ciepło strugi słońca na sobie. dobra, pocałujmy się, kuma o co mi chodzi. jest jakiś most, to znowu dobry pretekst. tylko jest lekko bardziej erotycznie z rękami w ładnych miejscach, z zębami w czułych miejscach. przejeżdża za nami jakiś samochód. słychać, że jedzie. słychać, że zwalnia, nagle go nie słychać. obracam się. karetka pogotowia stoi i dwa ziomki wyglądają zza okna uśmiechnięci, patrzą na nas i pokazują kciuka ok. odjeżdżają. idziemy. ona opowiada o tym jakie jest jej miasto, tak z miłością, że spodobałoby mi się, żebym przyjechał, naprawdę, szczerze, że poradzimy sobie razem. uważaj, bo przyjadę. ona powiedziała, że gdyby jej miasto było człowiekiem to byłaby to lesbijka w tatuażach. kraków wyglądałby jak mój ojciec. plac zabaw. huśtawka. czy u was też nazywa się to na pająka? że siedzimy splątani ze sobą i się huśtamy. robię to nieudolnie, spadam co chwilę. dwóch dorosłych na huśtawce. ale jest miło, wysoko. huśtamy się i całujemy. nieudolnie ale ładnie. ruszamy tymi nóżkami. wywaliłem się więc przestaliśmy. wypadła jej kartka, z notatkami w języku niezrozumiałym. wziąłem na pamiątkę. idziemy dalej. 6 rano już ziomki grają w kosza. słychać odbijanie regularne piłki z elementami ruszającego się łańcucha. wyciąga książkę z wierszami i żałuje, że nie jest w moim języku. przeczytaj, mówię. poezja jest dla mnie nawet po polsku niezrozumiała, więc nie będzie różnicy. lubię takie dźwiękowe, fonetyczne wiersze. czyta. ładne. ja stoję jak kłoda. później czyta kolejny ale stara się tłumaczyć go, czasem nie zna słów, ale ja ją rozumiem. dotykam ją, bo wiersz jest długi. trzymam ręce w jej kieszeniach. jesteśmy w takim lasku, uderzenia piłki zaburzają ptaki, światło i samochody. jesteśmy już tutaj? sam się zdziwiłem, że tak szybko trafiłem. piękny spacer - wreszcie powiedziałem coś miłego. hotel. drzwi. całujemy się. moja lokatorka ma płytki sen. wiem, znam ją, jest bardzo delikatna. jest trochę smutno, wiem, że zaraz będzie gorzej. 7 rano. to mój ulubiony kolor, pokazuje na koszulkę. chcesz ją? ściągnąłem i dałem, jestem nagi na górze. ona mnie dotyka, co za piękne stworzenie. zakładam kurtkę. ale jest rozpięta. przypomniało mi się, że to bluzka z zary, trochę wstyd. muszę iść. powinienem. idę, patrzę na nią. ona mówi chodź tutaj, popełniłeś błąd, bo odchodząc patrzyłeś na mnie. chodź na górę, weźmy razem kąpiel. o kurwa
